poniedziałek, 23 maja 2011

droga do świętości

- o, o, jaka jesteś rozpieprzona - zaśpiewało do mnie moje ciało dzisiaj rano.
zrobiło mi się smutno
- dlaczego nie kochasz mnie takiej, jaka jestem? - zapytałam.
- nie mogę cię pokochać - odpowiedziało ciało - jeżeli się postarasz, popracujesz nad sobą, może wyjdzie z tego nasz stały związek. teraz możesz się męczyć będąc daleko ode mnie, albo umrzeć nie mogąc znieść tego że nie jestem z tobą.
westchnęłam ciężko.
- ale ja ciebie kocham. każdy rozdwojony paznokieć, każdą fałdkę, brzuch, uda, ja cię kocham, moje ciało, jakim jesteś. dlaczego nie odwdzięczasz się tym samym?
ciało milczało.
 
***
- o, o, jakie jesteś rozpieprzone - zaśpiewałam dzisiaj rano do mojego ciała.
- dlaczego mnie nie kochasz? - zapytało ciało.
- mogę cię kochać, ale ty moje ciało mnie nie słuchasz.
- ale dzięki mnie możesz chodzić, mówić, smakować. czy życie dla ciebie to za mało?
- takie życie to nie życie. musisz być takim, jak ci każę, tylko wtedy zbudujemy udany związek - powiedziałam uroczyście.
- ale - ciało zawahało się - nie chcę, żebyś mnie katowała. tak stworzył mnie Bóg i kosmos. takie jestem - ciało zaprezentowało się jak modelka na wybiegu.
skrzywiłam się.
- kiedy trochę się zmniejszysz, wrócimy do tej rozmowy - powiedziałam - na razie pracuj nad sobą.
- a jak coś nie wyjdzie? - zapytało ciało.
nie odpowiedziałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz