Nie wiem, jak zacząć.
Jestem kotem. Mam czarne futro, żółte oczy i krzywy ogon.
Źle, przepraszam. Nie jestem kotem, jestem kotką.
Nie mam imienia, nikt mnie nie nazywa, wszyscy mówią tylko psik albo kici kici albo kocie albo co, koteczku, ciu ciu ciu. To dziwne, moja matka i babka jakoś się nazywały, a ja się nie nazywam, chociaż czasami wołają Fuksia, ale tylko dlatego, że nic innego nie przychodzi im do głowy.
Dalej. Najbardziej lubię P., Ada mówi na niego tato. Czuję się beznadziejnie, gdy odjeżdża, bo te dwie pindy ciągle na mnie krzyczą i nie pozwalają ze sobą spać, i na dodatek nie kupują mi świeżej wątróbki. Dlatego gryzę je po nogach, to są wredne baby, a wiadomo, że kobieta z kobietą długo nie wytrzyma. Może kiedyś się wyniosą i będę sobie z Nim sama, tylko ja i P., i nikt nie będzie nam przeszkadzał, będę mogła jeść co chcę i spać, gdzie chcę. Ada za mną nie przepada, pewnie dlatego, że jest o mnie zazdrosna. Mówi, że moja matka była lepsza, ale co to za matka, która chodzi byle gdzie i nie wiadomo z kim i ma mnie w dupie, a na przykład taki P. to mnie nie zostawił, tylko mnie karmił mlekiem i się mną zajmował.
Ale czasami jestem miła dla Ady, zwłaszcza, jak wraca ze szkoły, mam ubaw z niej, bo się tak głupio cieszy, że się dla niej tarzam po ziemi i ocieram. Ale potem wszystko wraca do normy, bo otwiera balkon, a ja sobie idę, bo Ada jakoś nie pragnie mojej obecności, zresztą ja też jej nie pragnę, zwłaszcza, gdy robi dziwne rzeczy. Jakie dziwne? No, na przykład siada na krześle, robi coś przy kompieterze (tak to się nazywa?), po czym całkiem znienacka wstaje, rzuca się na łóżko, zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać poduszkami, bije pięściami o materac. Biega po domu, rzuca książkami, jęczy, użala się nad sobą. Po prostu wariatka. Nie trawię jej i tyle. Ale Jakoś wytrzymam, dla P. jestem w stanie znieść wszystko, bo to podobno jego córka, a wiadomo, że córki są ważne.
Jest jeszcze Gosia, ją bardziej lubię, czasami siedzę u niej na kolanach, nawet może być. Kupuje mi jedzenie i spoko z niej kobieta, trochę biega, trochę śpi, no taka normalna.
K. myśli, że jest kotem, a on nie jest żadnym kotem, w ogóle wymądrza się i jego też nie lubię, też jest taki jakiś gwałtowny i emocjonalny, wybucha śmiechem bez niczego, ale o dziwo lubi się z tą całą Adą. K. mało bywa w domu, więc nie widzę w nim żadnego zagrożenia. Dobrze, K. też staram się tolerować, bo to też syn P., a wiadomo, że synowie są ważni.
Jest jeszcze Karol, tego człowieka akceptuję, spoko, czasami mnie męczy, chociaż po cichu przyznam, że ja to lubię, bo jest ze mnie takie sado macho. Udaję, że się wkurzam, ale naprawdę sprawia mi przyjemność, jak mnie tak tarza po ziemi, wyciera i przewraca. Ale nie mówcie o tym nikomu, niech sobie myślą, że jestem bardzo wrażliwa. Poza tym, Karol to syn P., a wiadomo, że synowie są ważni.
A zresztą, jestem wrażliwa, myślę dużo o sobie, gdybym nie myślała, to chybabym zwariowała, w końcu muszę mieć ciepło pod ogonem. W ogóle, ja to mam bardzo ładne futro, takie lśniące, nigdy nie widziałam, żeby ktoś miał takie futro, jak ja, i takie długie wąsy. Tutaj bardzo o mnie dbają.
W końcu jestem kotem, a wiadomo, że koty są najważniejsze.