środa, 30 marca 2011

Minęło 15 lat, jak wyszedłeś z domu. Nie dałeś znaku życia. 
Tak.
Nie zostawiłeś adresu. 
Nie miałem. 
Mówiłeś, że idziesz po papierosy.
Papierosy kupiłem.
15 lat cię nie było! Co u ciebie? Co z tobą? Wytłumacz się, powiedz coś. 
Opowiem ci dowcip.
Dowcip. W takiej chwili! To jest okropne. On mi powie dowcip, po 15 latach...
Napiłbym się herbaty.
Herbata w takiej chwili, kiedy ja pragnę rachunku z całego życia... Zawiodłam się na tobie, Henryku!
Ja mam na imię Wiktor!
Wiktorze, zawiodłam się na tobie. Jesteś świnią i oszustem.
ziewa Już mi się nie chce gadać.
Żebyś choć jedno słówko... Nic!
W tych warunkach nic nie osiągnę. 
Głaskałeś mnie po piersiach, łasiłeś się jak wąż, uwodziłeś mnie pięknymi słówkami.
Pięknymi słówkami?
Mówiłeś, że będziemy mieli domek z ogródkiem, parkę dzieci: synka i córeczkę... Świat się kończył, a ty kłamałeś! Złamałeś mi...
Świat się nie skończył. Przeżyliśmy. Nie masz pojęcia, Olu, jak się cieszę, że mogę leżeć. Mogę leżeć, obcinać paznokcie, słuchać muzyki. Szefowie ofiarowali mi całą niedzielę. Może wejdziesz do łóżka. Porozmawiamy. 
Spieszę się do operetki. Mam już bilet... Nigdy ci nie przebaczę. wychodzi

wtorek, 29 marca 2011

Nie musisz już na mnie krzyczeć .

i popatrz żyję bez ciebie
dzień piętnasty
czy dwunasty
nie zbladłam nie krzyczę nie płaczę
nie w amoku

czołgam się po ziemi
w kusej sukience trawie

my smutni niespokojni na zdjęciach
zaspani w gwiazdach

nie szukam twojego zapachu
tylko czasami
kryję twarz w poduszce


o. <3 
zauroczyłam się ponownie.

poniedziałek, 28 marca 2011

`I nawet gdyby w nocy po cichu, na strychu
Wymyślał maszynę do przenoszenia w czasie
To na nic to zda się, bo nie jest modny
A w portfelu tyle co kot napłakał
I zero znajomości wśród wielkich tego świata.


całuję uję.

piątek, 25 marca 2011

Moje fascynacje.

Jak zacząć? Gdy byłam w podstawówce, zauroczyłam się dwoma chłopcami (nie jednocześnie, jednym w 5 klasie, a drugim w 6), i do obu napisałam listy z wyznaniem na wyrwanych kartkach z zeszytu. Jeden z nich mi nawet odpisał, że nikomu o tym nie powie, ale chyba po roku wyjmując liścik z pamiętnika wrzuciłam go do ognia w kominku.
Może, może to była fascynacja, bo jak grałam w Simsy, to robiłam z nich moich mężów i miałam z nimi dzieci, a jak się nie mieściły w domu, to wysyłałam ich kolejno do szkoły specjalnej. I w ogóle, marzyłam o nich dniami i nocami, ale serce bynajmniej nie pękało mi z bólu.
No, ale potem jakoś mi przeszło samo z siebie. Nie wiem, jak, czy w jeden dzień, czy stopniowo te uczucia wylatywały mi uszami, w każdym razie - przeszło.
Teraz fascynują mnie Wodniki. Kiedyś nawet miałam sen - w jakimś suchym pomieszczeniu siedziały wszystkie Wodniki, jakie znam i ciągle wchodziły jakieś inne, nie wiem, kim były, ale to były Wodniki. W ogóle, w snach nawet, jak nie ma widocznego dowodu na coś to i tak się wie, ma się przeświadczenie, że to jest to, a nie coś innego. Ale sny, to sny, w realnym świecie przecież nie wiem, mogę się co najwyżej domyślać.
I Wodniki. Są inne. Odrębne.
Fascynuje mnie Basia S., mimo, że jest Rakiem, ale pewnie ma ascendent w Wodniku. Bo ja na przykład mam w Raku, a jestem Bliźnięciem.
Plączę się. Tak naprawdę, to mnie w ogóle fascynuje astrologia. I stare zdjęcia.

czwartek, 24 marca 2011

Czasem wydaje mi się, że moja obecność tutaj jest zbędna.



Nie wiem, jak zacząć.
Jestem kotem. Mam czarne futro, żółte oczy i krzywy ogon.
Źle, przepraszam. Nie jestem kotem, jestem kotką.
Nie mam imienia, nikt mnie nie nazywa, wszyscy mówią tylko psik albo kici kici albo kocie albo co, koteczku, ciu ciu ciu. To dziwne, moja matka i babka jakoś się nazywały, a ja się nie nazywam, chociaż czasami wołają Fuksia, ale tylko dlatego, że nic innego nie przychodzi im do głowy.
Dalej. Najbardziej lubię P., Ada mówi na niego tato. Czuję się beznadziejnie, gdy odjeżdża, bo te dwie pindy ciągle na mnie krzyczą i nie pozwalają ze sobą spać, i na dodatek nie kupują mi świeżej wątróbki. Dlatego gryzę je po nogach, to są wredne baby, a wiadomo, że kobieta z kobietą długo nie wytrzyma. Może kiedyś się wyniosą i będę sobie z Nim sama, tylko ja i P., i nikt nie będzie nam przeszkadzał, będę mogła jeść co chcę i spać, gdzie chcę. Ada za mną nie przepada, pewnie dlatego, że jest o mnie zazdrosna. Mówi, że moja matka była lepsza, ale co to za matka, która chodzi byle gdzie i nie wiadomo z kim i ma mnie w dupie, a na przykład taki P. to mnie nie zostawił, tylko mnie karmił mlekiem i się mną zajmował.
Ale czasami jestem miła dla Ady, zwłaszcza, jak wraca ze szkoły, mam ubaw z niej, bo się tak głupio cieszy, że się dla niej tarzam po ziemi i ocieram. Ale potem wszystko wraca do normy, bo otwiera balkon, a ja sobie idę, bo Ada jakoś nie pragnie mojej obecności, zresztą ja też jej nie pragnę, zwłaszcza, gdy robi dziwne rzeczy. Jakie dziwne? No, na przykład siada na krześle, robi coś przy kompieterze (tak to się nazywa?), po czym całkiem znienacka wstaje, rzuca się na łóżko, zaczyna krzyczeć, płakać, rzucać poduszkami, bije pięściami o materac. Biega po domu, rzuca książkami, jęczy, użala się nad sobą. Po prostu wariatka. Nie trawię jej i tyle. Ale Jakoś wytrzymam, dla P. jestem w stanie znieść wszystko, bo to podobno jego córka, a wiadomo, że córki są ważne.
Jest jeszcze Gosia, ją bardziej lubię, czasami siedzę u niej na kolanach, nawet może być. Kupuje mi jedzenie i spoko z niej kobieta, trochę biega, trochę śpi, no taka normalna.
K. myśli, że jest kotem, a on nie jest żadnym kotem, w ogóle wymądrza się i jego też nie lubię, też jest taki jakiś gwałtowny i emocjonalny, wybucha śmiechem bez niczego, ale o dziwo lubi się z tą całą Adą. K. mało bywa w domu, więc nie widzę w nim żadnego zagrożenia. Dobrze, K. też staram się tolerować, bo to też syn P., a wiadomo, że synowie są ważni.
Jest jeszcze Karol, tego człowieka akceptuję, spoko, czasami mnie męczy, chociaż po cichu przyznam, że ja to lubię, bo jest ze mnie takie sado macho. Udaję, że się wkurzam, ale naprawdę sprawia mi przyjemność, jak mnie tak tarza po ziemi, wyciera i przewraca. Ale nie mówcie o tym nikomu, niech sobie myślą, że jestem bardzo wrażliwa. Poza tym, Karol to syn P., a wiadomo, że synowie są ważni.
A zresztą, jestem wrażliwa, myślę dużo o sobie, gdybym nie myślała, to chybabym zwariowała, w końcu muszę mieć ciepło pod ogonem. W ogóle, ja to mam bardzo ładne futro, takie lśniące, nigdy nie widziałam, żeby ktoś miał takie futro, jak ja, i takie długie wąsy. Tutaj bardzo o mnie dbają.
W końcu jestem kotem, a wiadomo, że koty są najważniejsze.

wtorek, 22 marca 2011

whatever.


Rób to co robisz brat, świat jest dziki, nie pozwól, żeby ktokolwiek mówił, że jesteś nikim.

piątek, 18 marca 2011

Wciąż powtarzasz, uparcie i skrycie
Patrzysz w okno i smutek masz w oku
Przecież mnie kochasz nad życie
Sam mi mówiłeś przeszłego roku

Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza, trochę śpiąca,
Trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza

środa, 16 marca 2011


doprawdy już nie wyolbrzymiaj
faktów wyjaśnionych i zatajonych
przecież nikt nie powiedział że jak mnie nie będzie
urośniesz centymetr i przytyjesz dwa kilo

przypalanie garnków to zdrowa reakcja
podobnie jak słowna agresja i wyginanie widelców
mówisz co z tego że łzy kręcą się w oczach
jeśli mogę przeklinać obrażam póki mogę

boli?
miało boleć
płacz?
już dawno wyszedł z mody

po prostu przestań łamać prostą na siłę
i krzyżować złość na różne sposoby

lub krzycz sobie codziennie i wreszcie się przekonasz
że cicho będzie tak jakby mnie już nie było



Doprawdy. Jestem marudą i egoistką.

a kiedy rozdasz najcieplejszy szept
gdy przewędrujesz każdy mały sens
pomyślisz że tak, że wypełnił się czas
to ostatnia z dróg
szuka twoich stóp
teraz stań na najwyższej z gór
i połknij wiatr byś wykrzyczeć mógł

ja tańczę, a niebo, niebo gra
ja śpiewam, prze-niebieski czas
ja tańczę, a niebo, niebo gra
ja śpiewam...


(Coma "Pasażer")

"Chyba, że go nie kochasz".

Naprawdę jestem egoistką. Ostatnio szłam ulicą i przyłapałam się na tym, iż moje myśli wciąż zaczynają się od "ja".
Ja naprawdę jestem inna.
Ja jestem typowym artystą.
Ja jestem po prostu niezależna.


A powinno być:
My jesteśmy najszczęśliwsi na świecie.

wtorek, 15 marca 2011

niedziela, 13 marca 2011

Mówią, że kiedy rodzi się człowiek - z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części.
Jedna część trafia do kobiety, a druga do mężczyzny..
Sens życia polega na odnalezieniu tej drugiej połowy.. Połowy swojej własnej duszy..

Połowy siebie.

piątek, 11 marca 2011

poszłam dziś na 3 lekcje. musiałam wyjść tak szybko bo już nie mogłam tam wytrzymać. wszyscy tacy uśmiechnięci. nie pasowałam do nich. nie wiem co się ze mną dzieje. dziś w nocy śniło mi się, że umarła 5 letnia dziewczynka, która była mi bardzo bliska. potem byłam w Domu Dziecka. nie wiem co tam robiłam, ale spotkałam wspaniałą dziewczynkę (coś na wzór Oli :*) była smutna i chciała, abym ją wzięła ze sobą. ale nie mogłam. zaczęłam płakać. w rzeczywistości też płakałam. bardzo głośno. obudziłam się cała zalana łzami. Karol usłyszał to wszystko i przyszedł do mojego pokoju. spytał co się stało, a ja odpowiedziałam jak małe dziecko, że mnie brzuch boli. a co mu miałam powiedzieć! 




lecę.

sobota, 5 marca 2011


Nie jestem z tych co bez lęku patrzą w ciemność, co słysząc szmer jak w filmach schodzą do piwnicy.
 ja jestem z tych co nakrywają głowy kołdrą, z tych którym strach uniemożliwia oddychanie.
 ja jestem z tych, którzy się boją zamknąć oczy, by przetrwać noc zapalają wszystkie światła.
jestem z tych co sami ze sobą rozmawiają, by nie lękać się cichuteńko sobie nucą.
w nocy każdy przedmiot oczy ma.

czwartek, 3 marca 2011






wielki romans z pączkami. <3 
dżasta, 8 lekcji to dla mnie za dużo. stanowczo. nie wyrabiam dziś.