Bo, panie doktorze, kot mi schudł. On już jakiś czas tak wygląda, ale ja się zbytnio tym nie przejmowałam. W życiu jest tyle ważniejszych rzeczy niż kot. Kot. No i cóż, że kot? Myślałam, że nic mu nie jest. I ja tak patrzyłam, je, to je, nie je, to nie je, a niech nie je, przecież z głodu nie zdechnie. Temu kot to jakby tak smutniej z pyska patrzało. Nalewam do miseczki mleka, a on nic. Co jak co, ale mleko to zawsze w domu musiało być. Staś, znaczy mąż mój, to rano kawę z mlekiem pije. I nie daj Boże, żeby tego mleka zabrakło. Raz zabrakło i się wtedy nauczyłam, że nie wolno, żeby zabrakło.Bo Stach ciężko pracuje i nerwy mu czasami puszczają.
Stach kiedyś powiedział, że na cholerę kota do domu przynosiłam. Że jak kot ważniejszy, to on sobie pójdzie. I poszedł. Ja nie mówię, żeby mężczyzna sobie nie wypił. Grzech to nie jest. Ja tam nie osądzam ani żalu nie mam. Staś wrócił wieczorem, tylko się w przedpokoju rozbijał, to ja się podniosłam, szybko Buraska do kuchni, bo alkohol to z niego innego człowieka robi. Znaczy ze Stacha, nie z kota. Koty to takie spokojne stworzenia. Takie milusie. Puchate. A Stach jak za dużo wypije, to kota kopnąć, za przeproszeniem pana doktora, potrafi. Że niby zarazki roznosi, jak na łóżku leży. Jakie tam zarazki. Ja tobym życzyła sobie, żeby on taki czysty był jak ten Burasek nasz kochany. Nikt nie widział brudnego kota.
Upadłam kiedyś i o piec walnęłam. Stachu mnie popchnął, bo jak go zwolnili ze stolarni to wrócił na gazie. To nie wiedział, co robi. Ale miałam kłopotu. Z jedną ręką trudno dom obrobić. Jakie on miał wyrzuty miał! A potem to krzyczał, ty specjalnie udajesz, że boli, bo skurwysyna, za przeproszeniem pana doktora, chcesz ze mnie robić! Udawałam, że ni boli, bo człowiek jest od przebaczania, a nie od pamiętania. Jak się mężowi nie wybaczy, to komu? Temu kotowi?
Mięsko kroiłam, a kotek mruczył i mruczył. Stacho się rozeźlił, za nóż chwycił i wymachiwać zaczął, najpierw do Buraska, to on aż pod szafę, tycia szczelinka, a wszedł, aż wyjść nie mógł, to mówię, Stachu czyś ty zgłupiał, kot przecież rozumu nie ma. To Stach się na mnie zamierzył. Ja wiem, że krzywdy by mi nie zrobił, tylko tak się droczył, ale chwyciłam za nóż, ostry był, i po palcach.
Jak odeszłam od Stacha, no bo już czas było odejść, jak Buraskowi ogon obciął, to kotek odżył. Jak mu obciął, to ja już wiedziałam, że ja się w życiu pomyliłam. Człowiek musi być dobry dla zwierząt, bo one słabsze i potrzebują jego opieki. Zresztą ja powiedziałam, nie podnoś mi więcej na niego ręki. A on, znaczy Stachu, mówi, że drzwi trzasnęły i ogonek przycięły.
A w życiu nie wolno się pomylić, jak ja się pomyliłam. Tak tego Stacha kochałam, bo on zły to nie był, nie. Ale za Buraska to ja jestem odpowiedzialna. I powiedziałam, to już koniec z nami, Stachu. On się śmiać zaczął, a gdzie ty pójdziesz. A ja Buraska wzięłam, walizkę spakowałam i poszłam do siostry.
Tylko kotek mi schudł, panie doktorze. Może on za domem tęskni? Czy to prawda, że koty do miejsca się przywiązują? Ale ja tam już wrócić nie mogę.
Bo kot, panie doktorze, nie człowiek. On potrzebuje miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz