czwartek, 25 sierpnia 2011

Żar

 
Czuła się przy nim tak wyróżniona i tak jedyna, jak przy nikim innym na świecie.


Tego lata unosił się nad całym regionem jak chmura, czyniąc powietrze gęstym i perłowym. Drobiny złotego pyłu migotały w promieniach słońca, budząc uśpione pragnienia. Przesłodzona, różowa, przesycona wonią ektoplazma.
"Gardenie", "frezje", "groszek pachnący", "kwiat jabłoni" - twierdzili miłośnicy ogrodów, pociągając z lubością nosami.
"Świeża śmietanka", "płynna czekolada", "gorący chleb", "dojrzałe melony", "poziomki" - orzekały łasuchy, oblizując się ze smakiem.
"Pożądanie" -osądzali moraliści, zatykając nosy.
"Emanacja świętości" - prawiły siostrzyczki z klasztoru Sant' Antonio Abate, modląc się na specjalnej mszy koncelebrowanej przez samego biskupa.
'Ścieki" - napisał zamaszyście miejski inspektor sanitarny.
"Mgła" - uważali meteorolodzy.
"Świeże powietrze" - przypuszczali ekolodzy.
"Śmierć" - utrzymywali pesymiści.
"Brednie" - prychali intelektualiści.
"Cholera"- uznali lekarze.
Tymczasem nie była to żadna z tych rzeczy, lecz żar. I każdy, kto go zaznał, włączając w to mnie, znalazł się w nie lada opresji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz