tego nie da się posklejać - to już popękało... "
On zaśnie, za chwilę zaśnie i nie zauważy, że jej nie ma. Nawet nie zauważy, że jej przy nim nie ma.
Nie będzie chciał, jak kiedyś, podejść do telefonu, żeby usłyszeć jej głos. Wtedy tak wyczekiwany i oczekujący. Zawsze, przed zaśnięciem. Kiedyś.
Kiedy jeszcze nie byli małżeństwem.
Taka umowa. O dwunastej. A teraz on śpi.
Czas minął. Ich czas. Za późno.
Kłaść się w tym samym łóżku, kiedy nie zostało nawet wspomnienie miłości. Mimowolne spotkanie dwóch obcych ciał. Odwracał się przez sen w jej stronę i ciepłą senną ręką przysuwał ją bliżej. Z przyzwyczajenia.
A ona drętwiała z rozpaczy, że to nie ta ręka, co kiedyś, choć ta, nie ten człowiek, co kiedyś, choć ten, a piekło otwierało się coraz szerzej. Ale też mogła wyobrażać sobie, że to ktoś zupełnie obcy. Kogo nigdy nie kochała. Kto nigdy między dwunastą a pierwszą w nocy nie czekał na jej telefon.
Grzech. To jest właśnie grzech.
Monika nie przewidziała możliwości jego ingerencji w swe prywatne plany... A poza tym twierdzi, że jak kocha, to poczeka. I ma rację. Jacek czeka. Bo kocha.
Cokolwiek nie jest szczęściem,
jest mi obce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz