poniedziałek, 12 września 2011

Życie rodzinne

 cham będzie chamem na wieki wieków amen.

Mama  jak zwykle wygłosiła swoim wielkopańskim tonem:
- Ada, co Ty tak się snujesz i snujesz?! Może się poucz!
Kamil spokojnie skomentował:
- W wakacje? Mama, nie szalej. Ada pewnie się zakochała! Wreszcie! Aby tylko skutecznie!
 Tata posłał mu zgryźliwy uśmieszek, tak, jakby mówił: "Skąd my to znamy?", a mama jak zwykle zmęczonym głosem pouczyła mnie:
- Teraz jest czas na naukę, inne sprawy zostaw sobie na później! 
Przechodząc obok Kamila, jakoś tak bezwiednie i zupełnie odruchowo trzepnęłam go w ramię. Lekko się zatoczył, bo jest za duży, żebym mogła go porządnie pchnąć, ale udało mi się wspiąć na palce i prawie do ucha wysyczałam:
- Lepiej milcz, bo jak nie...
- Co? No co?
A ja, wiedząc, że w razie czego i tak z nim przegram, wolałam nie zaczynać. Natychmiast więc wpadłam do swego pokoju i porwałam pierwszą z brzegu książkę, tak że gdy mama przybyła z interwencją, naprawdę mogłam stwierdzić, że nie wiem, o co Kamilowi chodzi. 
Tata, chyba po to, żeby nas nie słuchać, włączył sobie jedną ze swoich staruśkich płyt, więc jakiś facet wyśpiewuje mi za ścianą:
Senso madona...
No more  pain (...) 
Give me torture and blame... (...) 
To chyba coś o miłości, ale nie wszystko rozumiem. Przez ścianę niewyraźnie słychać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz