na co
najmniej sto litrów miłości przypada sto zakładów w totolotka. na moim
podwórku w tanim sklepie mogę kupić sobie deszcz. pod spodem moja blada
koleżanka zażywa, czekolada kończy się. a niebo otwarte o wpół do
czwartej, szkoda gadać.
i
mam dziwne przyzwyczajenia, lubię patrzeć w Twoje oczy, kiedy pada, i
leżąc na krawężniku opowiadać Tobie jak wygląda świat. a na ulicy mali
chłopcy rozbijają sobie głowy, przygotowując roztwory miłości chcą być
lżejsi od ciężaru swoich ciał. wiem to nie Twoja wina.
SŁUCHAJ!
SŁUCHAJ!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz