Zobaczyłam go. Stał w tłumie ludzi bawiących się na imprezie, którą samorząd uczniowski urządza zawsze na początku roku szkolnego. Miał teraz ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, nosił szkła kontaktowe, był opalony i przystojny. Zapuścił trochę swoje ciemnobrązowe włosy, więc mu się uroczo kręciły. Widziałam go po raz pierwszy od dwóch lat. To był Marcin, mój chłopak z gimnazjum. Chciałam mu się lepiej przyjrzeć, więc zebrałam się na odwagę i poprosiłam go do tańca. A on nie uciekł z krzykiem. Tańczyliśmy bardzo wolno.
Po imprezie nie mogłam przestać o nim myśleć. Uświadomiłam sobie, że moje dawne zauroczenie odżyło i że chcę się z nim znowu spotykać. Ale zważywszy na naszą historię, powinnam była to sobie wybić z głowy. Dwa lata wcześniej chodziliśmy przez miesiąc na randki, a potem powiedział, że mnie kocha. I właśnie dlatego go rzuciłam. Tydzień później wszystko mu wyjaśniłam i znowu byliśmy razem. Ale jego przyjaciele nie zaakceptowali tego. Bez przerwy powtarzali mi, że nie jestem dla niego odpowiednia i że łamię mu serce. Jemu powiedzieli to samo i chyba go przekonali, bo kilka tygodni później rzucił mnie, zawiadamiając o tym przez telefon.
Ale to wszystko nie miało już dla mnie żadnego znaczenia. Chciałam na nowo poznać swojego byłego chłopaka, tego intrygującego nieznajomego. Postanowiłam, że niby przypadkiem przespaceruję się koło domu Marcina, który mieszkał w odległości mili ode mnie. Przeszłam koło jego domu .. minęłam go .. zawróciłam .. i jeszcze raz go minęłam .. i jeszcze raz. Tak bardzo chciałam podejść do drzwi i zapukać, ale strasznie się bałam. Jeśli pomyśli, że zwariowałam albo że go prześladuję?
Zebrałam się na odwagę, podeszłam do drzwi i zapukałam. Usłyszałam szaleńcze szczekanie psów dobiegające z wnętrza domu i po chwili w progu stanął Marcin. Spojrzał na mnie, jakbym była jakimś mutantem. Cześć. Cześć. Właśnie przechodziłam i .. no .. Wiem, że to dziwne .. ale czy nie chciałbyś .. pójść ze mną na spacer? To zabrzmiało naprawdę niezwykle inteligentnie! Och, jasne.
Szliśmy i rozmawialiśmy o tym, co przydarzyło się nam od chwili rozstania. Marcin kiedyś był nieznośnie nieśmiały, ale teraz nie bał się ze mną rozmawiać. Mówiliśmy o hokeju, o szkole itd. Skręciliśmy do parku, który znajdował się w pobliżu mojego domu. Gdy dotarliśmy do drabinek gimnastycznych, przystanęłam, spojrzałam na niego, a potem włożyłam rękę pod chłodny metal.
Wiesz, nadal mam wszystkie liściki, które do mnie pisałeś. Naprawdę? Marcin uśmiechnął się, a twarz mu pojaśniała. Ja twoje też mam. Mówisz poważnie? Nie mogłam uwierzyć, że zadał sobie tyle trudu, by zachować moje listy.
I wtedy poczułam jego dłoń tuż przy mojej. Spojrzałam w dół. Drugą ręką chwycił mnie za nadgarstek. Kompletnie oszołomiona patrzyłam mu w oczy przez krótką chwilę. A potem mnie pocałował.
Cóż, całowałam się już przedtem, ale nadal czuję na swoich ustach delikatne wargi Marcina. To była chyba najbardziej spontaniczna rzecz, jaką zrobił w swoim życiu. Staliśmy tam, całowaliśmy się, aż w końcu uświadomiłam sobie, co się dzieje. Odsunęłam się i szepnęłam : - Jeszcze dziewiętnaście razy.
Gdy chodziliśmy razem do szkoły, Marcin dał mi talon na dwadzieścia pocałunków, ale nigdy go nie wykorzystaliśmy. Myślę, że bał się mnie albo całowania. A może jednego i drugiego.
Nie musiałam mu nic wyjaśniać. Uśmiechnął się tylko i pochylił, aby znowu mnie pocałować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz